Stosunki polsko-niemieckie po II wojnie światowej

Dodał: viki
Data dodania: 03 kwietnia 2005
Średnia ocen: 3,6
Oceń: (dno)  0     1     2     3     4     5     6  (super)

» Skomentuj prace
» Zgłoś naruszenie regulaminu / plagiat
1. Wstęp
2. Wprowadzenie
- Ziemie odzyskane po rozbiorach
- Walka o kształt i ustrój w Polsce w latach 1943-1947
3. Treść właściwa
- Wypędzenie Niemców z ziem polskich
- Orędzie biskupów polskich do niemieckich z 18 XI 1965
( List episkopatu „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie" )
- Polsko-niemieckie układy graniczne
- Kiedy nadejdą Niemcy
- Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży (PNWM)
- Program Współpracy Przygranicznej Polska-Niemcy
- „Plus-Minus" (sąsiedzi : Polska a Niemcy)
- Podsumowanie Stosunki polsko-niemieckie w latach dziewięćdziesiątych

Wstęp
W Mojej pracy przedstawię stosunki polsko-niemieckie na przełomie lat 1945-2001. Dążenia obu krajów do polepszenia ich wzajemnych relacji, jak również liczne przeszkody, jakie stawały na drodze do zgody między naszymi państwami i problemy, jakie musieliśmy przezwyciężyć, aby stosunki obu państw były dobre. Prace podzieliłam na rozdziały według kolejności wydarzeń. Większość informacji jest ze sobą powiązana poprzez poprzedzający go temat. Żeby opisać dzieje pojednania obu państw w pisanej pracy muszę cofnąć się do niektórych wydarzeń historycznych.

Ziemie odzyskane
Polska w wyniku II wojny światowej wyłoniła się jako inne państwo, zarówno pod względem terytorialnym, jak i ludnościowym, ekonomicznym, społecznym, a także politycznym.

Polska obejmująca w roku 1939 - 359 tysięcy km kw. powierzchni od momentu wybuchu II wojny światowej przeszła dwie zmiany terytorialne.

Pierwszą zmianę opuścimy. Druga zmiana terytorium Polski nastąpiła w wyniku kolejnych porozumień trzech mocarstw (ZSRR, USA, Wielkiej Brytanii) w Teheranie l grudnia 1943r, w Jałcie na Krymie 4-11 lutego 1945r. i w Poczdamie koło Berlina 2 sierpnia 1945r. Postanowiono tam, że ZSRR nie odda już ziem zabranych Polsce 17 września 1939r. z wyjątkiem Białegostoku, Łomży i Ostrołęki, natomiast obszar Polski zostanie zwiększony kosztem zabrania Niemcom tych ziem, które kiedyś należały do Polski, a mianowicie przed rozbiorami (dokonanymi przez Rosje, Austrie i Prusy w XVIII wieku) - Gdańsk, Olsztyn, Elbląg, Piła lub wcześniej Śląsk i Pomorze. Stąd pochodzi nazwa tych ziem - „ziemie odzyskane".

Walka o kształt i ustrój w Polsce w latach 1943 - 1947
Od przełomu 1943 1944r. bieg wydarzeń na ziemiach polskich nabierał dramatycznego tempa. Krystalizowały się programy oraz wizje powojennej Polski. Do przyjęcia władzy w wyzwolonym kraju przygotowywał się rząd na wychodźstwie i rosnący w siłę obóz lewicowo - komunistyczny. Te różne grupy zostały podzielone na obóz lewicowy na podstawie demokracji programowej KRN i programu polskiego Państwa Podziemnego na podstawie deklaracji RJN.

Odbudowa kraju napotykała różne trudności i przeszkody. Jednak w przeciwieństwie do 1918 r. lewica polska nie ograniczała się tylko do sformułowania programu, lecz podjęła jego realizacje. Władzy przyjętej w lipcu 1944 już nie oddano. Upadek autorytetu rządu T. Arciszewskiego w Londynie, Utworzenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej oraz uzasadnienie tego drugiego na forum międzynarodowym spowodowało pewna stabilizacje stosunków w Polsce i masowy powrót do kraju byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i emigrantów wojennych. Jednocześnie podjęto akcje przesiedlenia ludności polskiej z terenów przejętych przez ZSRR na Ziemie odzyskane. W sierpniu w ZSRR zawarto układ o wytyczeniu granicy. 13 listopada 1945 w sprawie rządu utworzono ministerstwo Ziem Odzyskanych . Prowadzono prace związane z akcją planowego przesiedlenia ludności Niemieckiej za linie Odry i Nysy Łużyckiej oraz zaludnienia tych ziem przez ludność polską. Realizowano też prace nad odbudową gospodarczą polski oraz przystąpiono do realizacji reformy rolnej na terenach wyzwolonych w 1945 r. Procesy te wzmacniały jedność moralną i polityczną społeczeństwa polskiego.

Kto wypędzał Niemców?
Niemiecki Związek Wypędzonych liczy 5 milionów członków. Dwie okoliczności, zbliżające się wybory w Niemczech i perspektywa wejścia Polski do Unii, sprawiły, że związek ten aktywny od dziesięcioleci, nasilił ostatnio swoje roszczeniowe wymagania. Głośna była rezolucja Bundestagu, mówiąca o tym, że wypędzenie Niemców z Polski i Czech było bezprawiem. Do tego doszła wypowiedź ministra spraw zagranicznych Kinkela o tym, że sprawa poniemieckiego mienia i jego zwrotu jest sprawa aktualną. Związek Wypędzonych przez dziesięciolecia kompletował w Bonn dokumentacje mienia niemieckiego w Polsce. Dziesiątki tysięcy tomów zawierają dokumenty, akty własności, raporty i fotografie pozostawionych w Polsce nieruchomości. Te dokumenty, na szczęście, mówią także o tym, kto Niemców z Polski wypędzał. Tylko Niemcy nie mówią o tym... Rozkaz o „spalonej ziemi" Już z pierwszego tomu zbioru „Dokomentation der Vertreibung der Deutschen aus Ost-Mitteleuropa" dowiadujemy się prawdy o wypędzeniu , a przede wszystkim - kto wypędzał. Ruchy migracyjne na Pomorzu zaczęły się już w 1943 roku, kiedy nasiliły się ataki lotnictwa anglo - amerykańskiego. Do końca 1944 roku opuściło Berlin półtora miliona ludzi, Szczecin 40% mieszkańców. Prusy Wschodnie do października 1944 roku porzuciło 600 tysięcy ludności niemieckiej. Ucieczka odbywała się pociągami i konwojami składającymi się przeważnie z zaprzęgów konnych, ale także drogą morską. Po rozpoczęciu radzieckiej ofensywy styczniowej w 1945 roku, już 3/4 Niemców zdążyło wyjechać z Prus Wschodnich. W tym czasie dla całego Pomorza Zachodniego obowiązywały dwa hasła: „Regen" i „Hagel" - deszcz i grad. Pierwsze hasło nakazywało przygotowanie ewakuacji, drugie ewakuacje. Organizowały ją władze państwowe, komórki partyjne i niemiecka policja. W marcu Hitler wydał „Rozkaz o spalonej ziemi". Zobowiązywał on wszystkich Niemców, nie tylko do opuszczenia ziemi, ale spalenia wszystkiego, co mogłoby po nich pozostać. W cytowanym przez nas dokumencie są dziesiątki konkretnych zestawień liczbowych, np. o tym, że Piła czy Krzyż już pod koniec stycznia dokonały całkowitej ewakuacji. Tyle dokumentów. Ale sięgnijmy jeszcze do pamiętnika Paula Peikerta, księdza dziekana z wrocławskiej parafii. Jego kilkusetstronicowy pamiętnik z pierwszych miesięcy 1945 roku zawiera takie stwierdzenia: „wraz z nadciąganiem armii rosyjskiej rozpoczęto ewakuacje ludności Śląska", „w Prusach Wschodnich specjalne formacje opróżniały mieszkania, podpalały wsie i osady", albo: „rozkaz gauleitera Dolnego Śląska, Karla Hankego, jest zbrodnią popełnioną na narodzie niemieckim". Był to rozkaz o bezwzględnej ewakuacji Wrocławia wydany 19 stycznia 1945 roku. Czy wtedy mogła ta „ewakuacja" odbywać się z winy Polaków? Dzierzaznia nazywała się Guntersruhm... Po trzecim rozbiorze ta wieś pod Płońskiem znalazła się w nowo powstałej prowincji, którą nazwano Prusami Nowo-wschodnimi. W czasach zaboru pruskiego, trwającego do końca 1806 roku, nastąpił znaczny napływ kolonistów niemieckich na Mazowsze, sporo przybyło w okolice Płocka i Płońska. W Woli Młockiej tworzyli oni większość mieszkańców, mniej więcej połowę w Dzierzazni, sporo było osadników w Płaciszewie, Lipinach, Bielach, Sochocinie. Współżycie kolonistów z polską ludnością układało się różnie, nie można ukrywać, że często nazywano ich Szwabami, że w okresie międzywojennym, kiedy odzyskaliśmy niepodległość, spotykały Niemców różnego rodzaju przykrości, jednak nie takie, aby musieli podejmować decyzje o powrocie do ojczyzny. W wielu wsiach, to w miarę zgodne współżycie uległo drastycznej przemianie we wrześniu 1939 roku. Mówi wójt Dzierzazni, Stefan Demby: - Z wielu relacji wiem, ze współżycie w Dzierzazni, wsi na pól niemieckiej, układało się zupełnie nieźle. Mieli Niemcy swój kościół i cmentarz, swoja szkole i orkiestrę. Czy ktoś wypędzał Niemców w 1945 roku? Rydzewski odpowiadają: Skądże, kto by śmiał. Przecież tu nadal trwało ich panowanie, byli jeszcze w Warszawie, kiedy rozpoczęła się ofensywa styczniowa spakowali wszystko na wozy i odjechali. Nikt ich nie żegnał, ani ich nie poganiał. Woleli wyjechać sami. I nic dziwnego. Jak pisze dr Józef Barański w opracowaniu na temat eksterminacji ludności gminy Dzierzaznia, wielu kolonistów pełniło funkcje wachmanów lub komendantów karnych obozów pracy na terenie powiatu. Takim komendantem w obozie w Siedlinie koło Płońska był kolonista z Dzierzazni Renert, a jednym z najbardziej okrutnych wachmanów był Otto Luck, także z Dzierzazni. Inny mieszkaniec tej wsi, August Wagner, był wachmanem obozu karnego w pobliskim Polesiu, Adolf Gimpel w Gralewie.

Nowa kolonizacja.
Rozpoczęła się ona w rejencji ciechanowskiej już pod koniec 1939 roku, a najbardziej nasiliła się pod koniec następnego roku, w czasie realizacji tzw. akcji litewskiej. Oblicza się, że przybyło wtedy na nasze tereny ponad 20 tysięcy niemieckich kolonistów z ubogich gospodarstw krajów nadbałtyckich, na duże gospodarstwa polskie po wypędzonych Polakach. Jeszcze w marcu 1942 roku wysiedlono np. prawie cala ludność Sochocina. Do wielu wsi okolic Płońska przybywali niemieccy koloniści, z reguły na duże gospodarstwa. Na gospodarstwo Leona Watkowskiego w Olszynach Starych przybył Edke Hartmann. Swoją „przeprowadzkę" wspomina pani Henryka Kaniak: - Pozwolono nam wziąć na wózek pościel i trochę ubrania. Nasza sześcioosobową rodzinę na sile wprowadzono do krewnych w Strózewie, a oni sami nie mieli co jeść. - Pamiętam, ze pierwszy raz Niemcy uciekli z naszego gospodarstwa w lipcu 1944 roku. Były właśnie żniwa, lal straszny deszcz. I wtedy właśnie zapakowali dwa nasze wozy, zaprzęgli nasze konie i odjechali. Jednak kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, to bardzo szybko powrócili. Myśmy już mieszkali w naszym domu, zabiliśmy świniaka, którego trzeba było szybko zakopać, bo za to groziła śmierć. Mieszkaliśmy razem z nimi aż do stycznia. Kiedy ruszyła ofensywa to oni znów się spakowali i tyleśmy ich widzieli. Oczywiście nikt ich nie wyganiał, chociażby ze strachu, we wsi było niemieckie wojsko... Mówi Aleksander Grzymkowski z Woli Mlockiej: - Myśmy wypędzali Niemców? Przecież w Woli Mlockiej było tylko dwóch Polaków, reszta to sami Niemcy! W sąsiednim Placiszewie, w Lipinach, wszędzie stanowili większość. Oni już we wrześniu dostali od wojska karabiny, oni ogłosili, żeby chorzy zgłosili się do sołtysów. Później tych wszystkich chorych zawieźli do oscislowskiego lasu i rozstrzelali. Mogiły dla dziesiątków Polaków były już wcześniej przygotowane. Ludzie widzieli jak furmankami z łopatami jechali, aby te doły zasypywać. Kolonista Bartz mówił później, ze Rajmund Schultz łopatą dobijał jednego Polaka. Wiec uciekali stad w popłochu i nikt ich nie wyganiał, bo jakby się w ogóle mógł odważyć. Armia Czerwona jeszcze była w Warszawie. Bywały jednak przypadki zgodnego współżycia niemieckich kolonistów z miejscowa ludnością. Tak było na przykład w Lisewie, w płońskiej gminie. Mieszkali tutaj od dawna Zygmunt Szlak, Aleksander Winkler i Leopold Winkler. Pamięta ich pani Leokadia Strubczewska, pamięta ich sołtys Stefan Grabczewski. Wspominają: - Oczywiście, że w styczniu lub lutym zapakowali co mogli na furmanki i uciekli, bo się bali Rosjan. Ale jak można mówić, że ktoś ich wyganiał, skoro Zygmunt Szlak po jakimś czasie wrócił i do dzisiaj gospodarzy tutaj jego syn. A siostra Zygmunta Szlaka (ojca) już wiele lat temu nie tylko wróciła, ale nawet sprzedała ziemie. Nie trzeba przypominać, kto wywołał te wojnę, nie trzeba przypominać, ile milionów Polaków i Rosjan zginęło na frontach i w obozach zagłady, nie trzeba przypominać, że wypędzonych zostało miliony Polaków. Ale w związku z propagandą niemieckich wypędzonych przynajmniej dla wiedzy polskiej młodzieży powiedzieć trzeba, ze my Niemców nie wypędzaliśmy, ze z powodu ich wypędzenia nie jesteśmy im nic winni. To władze niemieckie, policja i aparat partyjny przymusowo ewakuowały ludność niemiecka z ziem zachodnich i północnych. To Niemcy sami uciekali wtedy, kiedy bali się odpowiedzialności.

List episkopatu „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie"
18.11.1965 r., pod koniec obrad soboru watykańskiego II, biskupi polscy wysłali z Rzymu
listy do Konferencji Episkopatów wszystkich krajów, informując o nadchodzącym Milenium Chrztu Polski. Wśród wielu innych listów znalazł się także list do Episkopatu Niemiec. Tekst listu do biskupów niemieckich zredagowało w porozumieniu ks. Prymasem Stefanem kardynałem Wyszyńskim grono biskupów, któremu przewodniczyli abp.: Karol Wojtyła, Bolesław Kominek, Jerzy Stroba.

Orędzie zawierało długą listę krzywd polskich z rąk Niemców, ale wspominało też o cierpieniach Niemców. Wymieniono w nim także niektórych bezkompromisowych biskupów i męczenników nazizmu w wśród Niemców. Biskupi polscy wzywali: „Próbujmy zapomnieć. Żadnej polemiki, żadnej dalszej zimnej wojny, ale początek dialogu (...), W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągam do Was (...) nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy (...) po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Milenium w sposób jak najbardziej chrześcijański".

Tekst posłania przekazano biskupom niemieckim oraz władzom PRL. 10.12.1965 r. w prasie PRL ukazał się artykuł, prawdopodobnie Zenona Kliszki, członka Biura Politycznego KC PZPR, „W czyim imieniu?" W nienawistnym stylu atakowano w nim episkopat za „Demonstrację proniemiecką". Artykuł rozpoczął zajadłą kampanię propagandową pod hasłem „Nie przebaczamy". Do nagonki przyłączyło się stowarzyszenie PAX a koło poselskie Znak w oświadczeniu wyraziło ubolewanie, że „ w liście biskupów polskich znalazły się sformułowania, które, jak się okazało, mogły zostań fałszywie zinterpretowane".

Oszczercom odpowiedział ks. prymas Wyszyński w kazaniu 19.12.1965 r. Mówił wtedy: „Gdy wróciłem do Polski, przywitano mnie całym tym jazgotem, krzykiem i hałasem. Pomyślałem wówczas: o co właściwie idzie? Czy dlatego jesteśmy tak szkalowani w prasie, na wiecach, na zebraniach, nawet na uniwersytecie, że napisaliśmy całą prawdę biskupom niemieckim? A może ta wrzawa dzieje się w ich obronie? Może za dużo napisaliśmy, zbyt jaskrawo powiedzieliśmy całą prawdę? Bo, na litość Bożą, o co właściwie idzie, nie wiemy!(...)

Jestem przekonany - kontynuował Prymas Tysiąclecia - że na to, co dziś przeżywam, nie zasłużyłem sobie w mojej ojczyźnie. Ale jeżeli się tak dzieje, to w imię Boże wszystkim swoim oszczercom (...) przebaczam."

List biskupów Polskich z listopada 1965 r. do biskupów niemieckich rozpoczął proces pojednania między naszymi narodami. Już 5 lat później rząd RFN uznał polską granicę zachodnią. Nie byłoby to możliwe bez odwagi polskiego episkopatu, na czele z prymasem Polski Stefanem kard. Wyszyńskim.

Kiedy nadejdą Niemcy
Historie polsko-niemieckich stosunków dyplomatycznych ostatniego półwiecza zdominowała sprawa granicy na Odrze i Nysie. RFN dość długo nie chciała uznać polskiej granicy zachodniej. Nie było to zresztą jedyną kwestią sporną, np. konstytucja niemiecka w paragrafie 116 przyznaje obywatelstwo niemieckie wszystkim mieszkańcom Niemiec w granicach z 1937 r., znaczna część tych mieszkańców po zmianie granic znalazła się po polskiej stronie granicy i była uważana przez stronę polska za obywateli PRL. Strona niemiecka zabiegała o uznanie mniejszości niemieckiej w Polsce i o umożliwienie wyjazdu do RFN osobom, które w myśl niemieckiej konstytucji są Niemcami.

Osobną kwestię stanowiła tzw. sprawa wypędzonych. Domagali się oni prawa do powrotu na swoje ziemie i do odzyskania utraconego majątku. Przez blisko ćwierć wieku żadna ze stron nie chciała ustąpić ze swego stanowiska. Pierwsze poważniejsze zmiany nastąpiły z początkiem lat siedemdziesiątych, kiedy to w 1970 roku doszło do podpisania układu o normalizacji stosunków miedzy Polska i RFN a dwa lata później do jego ratyfikacji. Zawarto w nim sformułowanie, iż oba państwa potwierdzają nienaruszalność granic ustalonych podczas konferencji poczdamskiej. Parlamentarzyści niemieccy do układu dołączyli rezolucje, iż układ został zawarty tylko w imieniu RFN a nie całych Niemiec, tym samym nie tworzy podstawy prawnej istniejących granic. Takie warunkowe uznanie granic doprowadziło do zmian w polityce wewnętrznej RFN. Postulaty Związku Wypędzonych do tej pory znajdowały się w tle kwestii nieuznawania zachodniej granicy Polski. Po 1970 r. postulaty Związku Wypędzonych siłą rzeczy wyszły na plan pierwszy. Marginalizowana dotąd organizacja stała się przedmiotem zabiegów większości partii politycznych. Na zjazdach Związku zaczęli pojawiać się coraz wyżej postawieni politycy - łącznie z kanclerzem Kohlem. Póki co w Polsce nastała era socjalistycznego dobrobytu za cudze pieniądze. Jednym z objawów normalizacji była zgoda na wyjazd do Niemiec kolejnych grup obywateli. Co prawda mniejszości niemieckiej w świetle polskiego prawa w PRL-u nie było, niemniej polityka kredytowa RFN pozwalała Edwardowi Gierkowi skutecznie o tym zapominać.

Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych blok wschodni zaczął się rozpadać Niemcy uznali, że nadszedł wreszcie czas na przyłączenie NRD do RFN. Doszło do spotkania na szczycie 4+2 (ZSRR, USA, Wielka Brytania, Francja + NRD, RFN), podczas którego omówiono warunki zjednoczenia Niemiec. Zabiegi polskiej dyplomacji doprowadziły do tego, że oba niemieckie parlamenty zobowiązały się do zawarcia układu potwierdzającego granice, do czego też doszło w 1990 roku. Niemcy bezwarunkowo uznały granice ustalone po drugiej wojnie światowej.

Do układu dołączono stanowiący integralną część Traktat-list ministra Krzysztofa Skubiszewskiego i ministra Hansa Dietricha Genschera. Punkt 5 listu mówi: „Obie Strony oświadczają zgodnie: niniejszy Traktat nie zajmuje się sprawa obywatelstwa i sprawami majątkowymi’’. W chwili obecnej strony różnią się w interpretacji co owe zdania oznaczają. Strona polska uważa, że sprawy majątkowe zostały zamknięte układem poczdamskim. Niemcy stwierdzają, iż powyższy zapis jest równoznaczny z uznaniem przez Polskę, że sprawa roszczeń do niemieckich majątków pozostawionych w obecnych granicach Polski jest otwarta i wymaga uregulowania odrębnym układem. „Gdyby sprawa była zamknięta, takie zdanie nie znalazłoby się w liście" - rozumują Niemcy. Jeżeli mają rację - to znaczy, że ktoś uchylił wieczko w puszce z wszelkimi nieszczęściami.

Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży (PNWM)
Organizacja Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży jest wspólną inicjatywą rządów Rzeczpospolitej Polskiej i Republiki Federalnej Niemiec.

Powstała na mocy „Umowy o polsko-niemieckiej współpracy młodzieży" z dnia 17 czerwca 1991 roku jako niezależna od rządów organizacja międzynarodowa. Podstawą tej umowy jest „Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy" z dnia 17 czerwca 1991 roku oraz „Umowa o wymianie młodzieży" z dnia 10 listopada 1989 roku.

Polsko Niemiecka Współpraca Młodzieży służy wymianie i współpracy młodzieży polskiej i niemieckiej. Jest otwarta dla wszystkich podmiotów i inicjatyw. Jej działalność opiera się na partnerskiej i równoprawnej współpracy Polaków i Niemców.

Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży dysponuje wspólnym funduszem zasilanym przez oba rządy. Do funduszu mogą wpływać również środki z innych źródeł. Pokrywane są z niego wszystkie wydatki organizacji.

Celem Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży jest rozszerzanie i pogłębianie wymiany młodzieży oraz umożliwianie nowych inicjatyw. Ma to służyć poprawie wzajemnego zrozumienia, przezwyciężaniu uprzedzeń, umożliwiać pojednanie i wspierać wspólną odpowiedzialność polskiej i niemieckiej młodzieży za kształtowanie przyszłości wolnej Europy.

Zadaniem Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży jest wspieranie wzajemnego poznania oraz ścisłego współdziałania młodych Polaków i Niemców. Z tego względu organizacja wspiera różnorodne formy wymiany młodzieży; bezpośrednio-przyznając świadczenia na rzecz podmiotów i jednostek centralnych, jak i pośrednio-poprzez informacje i doradztwo niepublicznym i publicznym podmiotom wymiany młodzieży.

Polsko-Niemiecka Wymiana Młodzieży wspiera we wszystkich dziedzinach i na wszystkich poziomach wymianę młodzieży, a także wspólne projekty i współpracę organizacji młodzieżowych, szkół oraz instytucji i organizacji zajmujących się wymianą młodzieży, łącznie z kształceniem specjalistów w tej dziedzinie.

Istnieją dwa biura: jedno w Poczdamie i drugie w Warszawie, ale nie znaczy to, że każde z nich odpowiada za jeden kraj. Każde z nich odpowiada zgodnie z merytorycznym podziałem obowiązków za oba kraje. To, do kogo należy się zwrócić, zależy od rodzaju sprawy:

Biuro w Poczdamie:
- pozaszkolna wymiana młodzieży (także trójstronna)
- stowarzyszenia i organizacje młodzieżowe
- współpraca kulturalna i kościelna
- programy samorządowe
- budżet i finanse

Dotacja może być przyznana na takie cele, jak:
- spotkania młodych Polaków i Niemców
- praktyki
- imprezy dokształcające
- podróże do miejsc pamięci
- publikacje, media itd.

Biuro w Warszawie:
- szkolna wymiana młodzieży (także trójstronna)
- dokształcanie nauczycieli
- polsko-niemieckie spotkania młodzieży o charakterze sportowym
- polsko-niemieckie kursy językowe

Dotacja nie może być przyznana na takie cele, jak:
- programy naukowe
- wszelkiego rodzaju przedsięwzięcia budowlane
- programy komercyjne
- programy wyłącznie turystyczne
- koszty instytucjonalne

Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży może wspierać młodzież od 12 do 26 lat oraz osoby prowadzące program. Ważne jest, aby młodzież nie tylko korzystała z organizowanego dla niej programu, ale sama brała udział w jego planowaniu i miała wpływ na jego przebieg.

Wniosek do Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży mogą składać organizacje publiczne i pozarządowe, inicjatywy (również nie posiadające osobowości prawnej). Ponadto partnerzy - Polski i Niemiec - którzy razem planują spotkanie i składają wspólny wniosek o jego dofinansowanie.

Profesjonalistom i praktykom wymiany młodzieżowej Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży oferuje:
- kursy językowe
- programy dla dziennikarzy
- konferencje i seminaria

Wszystkie te programy służyć mają informacji i dokształcaniu w dziedzinie współpracy polsko-niemieckiej.

Program Współpracy Przygranicznej Polska – Niemcy.
Na program Phare 2000 w obszarze wsparcia współpracy trans granicznej Polska-Niemcy, przeznaczono 44 mln euro. Obejmuje on trzy województwa: zachodniopomorskie, lubuskie, dolnośląskie. Środki finansowe przeznaczone zostaną głównie na wsparcie dwóch obszarów tj. transportu i ochrony środowiska. Do realizacji w trzech regionach wybrano w sumie 17 projektów. Wśród nich są między innymi: w województwie dolnośląskim - modernizacja oczyszczalni ścieków dla miasta Zgorzelca w Jędrzychowicach, projekt w zakresie gospodarki ściekowej na terenie miasta i gminy Mirsk; w województwie lubuskim - budowa drogi dojazdowej i mostu przez rzekę Nysę na przejściu granicznym Zasieki -Forst, modernizacja drogi krajowej nr 3 w części dotyczącej zachodniej obwodnicy Gorzowa Wielkopolskiego - I etap od ul. Kasprzaka do ul. Sulęcińskiej, rozbudowa systemu doprowadzania ścieków do oczyszczalni miejskiej w Krośnie Odrzańskim; w województwie zachodniopomorskim - system kanalizacji sanitarnej w gminie Kołbaskowo, projekt z zakresu ponad granicznej ochrony środowiska i zwalczanie skutków klęsk żywiołowych na terenie województwa, modernizacja drogi krajowej nr 6 na odcinku Goleniów-Nowogard.

Podsumowanie „Plus - Minus" (sąsiedzi : Polska a Niemcy)
Spośród siedmiu sąsiadów, jakich ma dzisiejsza Polska, stosunki z dwoma - Niemcami i Ukrainą - są szczególnie obciążone dramatyczną przeszłością. W przeszłości dalszej znaleźć można karty zarówno jasne, jak i ciemne. Na społecznej pamięci ciąży jednak najbardziej przeszłość stosunkowo bliska - czas II wojny światowej, której świadkowie i uczestnicy są jeszcze wśród nas.

Współczesność jest nieporównanie lepsza. Od kilku już lat stosunki z Niemcami na szczeblu kontaktów międzypaństwowych są dobre, bywają nawet określane jako najlepsze w historii obu krajów, w każdym razie od czasów Ottona III i Bolesława Chrobrego. Czy jednak te dobre stosunki na szczeblu państwowym mają mocne oparcie w świadomości społecznej Polaków?

Czy otwierają w potocznym mniemaniu perspektywę trwałego pojednania z tym narodem?
W ciągu mijającej dekady stosunek Polaków do Niemców, do możliwości pojednania polsko-niemieckiego, zmieniał się bardzo dynamicznie. Od obaw, nieufności i niechęci do przekonania, że możliwe jest trwałe pojednanie i sympatii. Należałoby sobie tylko życzyć, aby była to sympatia odwzajemniona.

Punkt startowy był jednak niełatwy. W momencie rozpadu bloku sowieckiego perspektywa zjednoczenia Niemiec budziła wśród Polaków duże obawy, zaś po zjednoczeniu stosunek do „nowego - starego" zachodniego sąsiada był naznaczony niepewnością i nieufnością. Na początku 1990 roku trzy czwarte badanych przez CBOS Polaków uważało, że dla bezpieczeństwa Polski korzystniejsze byłoby dalsze istnienie dwóch państw niemieckich.

Nadzieja na pojednanie
Zawarty niedługo potem traktat polsko-niemiecki nie rozwiał obaw przed potężnym sąsiadem z zachodu. W kolejnym badaniu, w roku 1992, Niemcy znalazły się na czele listy państw, „których Polska powinna się najbardziej obawiać". Wymieniło je 58 proc. badanych, prawie dwukrotnie więcej niż kolejne na liście Rosję i Ukrainę.

Jeszcze przez dwa następne lata przeważało przekonanie, iż zjednoczenie Niemiec pogorszyło sytuację Polski. Równocześnie opinie co do możliwości trwałego pojednania polsko-niemieckiego były mniej więcej równo podzielone pomiędzy twierdzących, że jest ono możliwe, i tych, którzy nie widzieli takiej możliwości.

Z czasem jednak następowało „oswojenie" z nową sytuacją geopolityczną. Fakt, że naszym sąsiadem są zjednoczone Niemcy, przestał być postrzegany jako pogorszenie sytuacji Polski. Zwolennicy takiego poglądu po raz pierwszy znaleźli się w mniejszości w roku 1994. W ślad za umacnianiem się przekonania, że sąsiedztwo ze zjednoczonymi Niemcami może być dla suwerennej Polski korzystniejsze, niż sąsiedztwo z „bratnią w nie suwerenności" NRD, narastał optymizm co do możliwości pojednania polsko-niemieckiego. W tym samym roku 1994 optymizm w tej sprawie wyraźnie przeważył już nad pesymizmem i przez następne lata przewaga ta wzrastała. W roku 1997 już trzy czwarte Polaków uważało za możliwe trwałe pojednanie polsko-niemieckie.

Równolegle poprawiał się stosunek do Niemców mierzony na skali „sympatia - niechęć". Jeszcze w badaniu z 1993 roku sympatię do Niemców deklarowała tylko co czwarta osoba, a dwukrotnie więcej wyrażało niechęć. Ale już dwa lata później te uczucia niemal zrównoważyły się, a w roku 1996 sympatia przeważyła nad niechęcią.

W roku 1998 wydarzył się w stosunkach polsko-niemieckich pewien incydent. Bundestag przyjął deklarację, poruszającą sprawę odszkodowań dla byłych mieszkańców Ziem Zachodnich. Odzwierciedliło się to natychmiast w mniej więcej w tym samym czasie przeprowadzanym sondażu. Niechęć do Niemców znowu przeważyła nad sympatią, a liczba optymistów co do pojednania polsko-niemieckiego zmniejszyła się o około dziesięć punktów. Jednak w lecie 1999 roku proporcje optymistów i pesymistów w tej sprawie powróciły do stanu z roku 1997. Pokazuje to, że przewartościowanie stosunku Polaków do Niemców ciągle jeszcze jest chwiejne, ale pokazuje też, że ta chwiejność postaw ma dość wąski zakres.

Optymizm młodych
W badaniach stosunku Polaków do Niemców bardzo interesująco ujawnia się wpływ na ludzkie postawy doświadczeń pokoleniowych, rozumianych nie tylko jako własne, jednostkowe doświadczenia, ale i ogólny klimat czasów, w jakich dana generacja wchodziła w życie. Najbardziej sceptyczni w kwestii pojednania z Niemcami są ludzie, którzy dobrze pamiętają drugą wojnę światową. Dziś najmłodsi z nich zbliżają się do siedemdziesiątki. W tej grupie tylko niewiele ponad połowa przejawia w tej kwestii optymizm. Ale już wśród ludzi w wieku mniej więcej pomiędzy czterdziestką a sześćdziesiątką liczba ta wzrasta do dwóch trzecich, zaś wśród trzydziestolatków - do trzech czwartych badanych. Ludzie ci wojny już nie pamiętają, ale ci pierwsi dorastali w atmosferze, gdy pamięć o niej w pokoleniu dorosłych była jeszcze żywa, ci drudzy zaś, gdy już nieco przyblakła.

Najbardziej optymistycznie nastawiona do przyszłości stosunków polsko-niemieckich jest najmłodsza generacja - wnuki pokolenia doświadczonego drugą wojną światową. W dorosłe życie wkroczyli oni już po upadku komunizmu i zjednoczeniu Niemiec. To, że Polska ma uregulowane i dobre stosunki z Niemcami, nie jest dla nich czymś nowym, a elementem świata zastanego. Aż blisko dziewięćdziesiąt procent z nich uważa za możliwe trwałe pojednanie polsko-niemieckie.

Dlaczego dążymy do pojednania (kwestia atrakcyjności, odcięcie się od Wschodu) Składa się na to co najmniej kilka przyczyn. Po pierwsze, Niemcy są potęgą gospodarczą, są, więc dla nas cennym partnerem i nie budzi to wśród Polaków żadnych wątpliwości. Gdy CBOS pytał, jakie kraje powinny być, zdaniem badanych, głównymi partnerami Polski w dziedzinie gospodarczej, niezmiennie najczęściej wymienianymi krajami były Stany Zjednoczone i Niemcy.

Było tak już w 1993 roku, a więc wtedy, gdy jeszcze przeważał pogląd, że zjednoczenie Niemiec pogorszyło sytuację Polski, zaś niechęć do Niemców dwukrotnie przeważała nad sympatią. Świadomość atrakcyjności Niemiec jako partnera mogła być tu czynnikiem niejako podświadomie sprzyjającym chęci zamknięcia złej przeszłości. Dowiedzieliśmy się niedawno, że Niemcy są na drugim miejscu wśród krajów „piętnastki", jeśli chodzi o liczbę przeciwników naszego wejścia do Unii Europejskiej. Jest to wprawdzie trochę inna sprawa, niż to, o czym tu mówimy, chodzi tam, bowiem nie o sympatię, lecz wprost o interes. Jakoś jednak ilustruje stosunek Niemców do nas. Druga przyczyna powodująca, że skłonni jesteśmy inaczej - przychylniej - patrzeć na Niemców i więcej im wybaczyć,to nasze aspiracje do Zachodu. Mam na myśli Zachód rozumiany jako pewna całość kulturowa i cywilizacyjna. Bardziej lub mniej świadomie Polacy chcą być zaliczanymi do grona krajów zachodnich, europejskich, a odciąć się od Wschodu. W wynikach wspomnianych badań dotyczących „sympatii - niechęci" ujawniła się znamienna prawidłowość. Jeśli listę narodów, o jakie pytano, ułożymy według tego, w stosunku do kogo przeważa sympatia, a do kogo niechęć, to okaże się, że sympatia przeważa w stosunku do tych, którzy mieszkają na zachód od linii poprowadzonej od Szwecji do Włoch. Do tych, którzy mieszkają na wschód od tej linii, bardziej skłonni jesteśmy deklarować niechęć. Sympatię deklarujemy do tych, którzy stanowią dla nas to, co w psychologii społecznej nazywa się grupą odniesienia pozytywnego - do których chcielibyśmy się upodobnić, chcielibyśmy, aby zaliczano nas do ich grona. Niechęć natomiast skłonni jesteśmy wyrażać wobec tych, którzy stanowią grupę odniesienia negatywnego, od których chcemy się odróżnić.

Jest wreszcie i trzecia przyczyna innego stosunku emocjonalnego do Niemców. Na ten temat mówiło się bez skrępowania nie był on tematem tabu a jak wiemy przemilczenie bynajmniej nie goi ran dlatego teraz może być już tylko lepiej.

Stosunki polsko-niemieckie w latach dziewięćdziesiątych
Wraz ze zmianami, jakie zapoczątkowały wydarzenia 1989 roku, przemianie uległy także dwustronne stosunki polsko-niemieckie. Zimnowojenna granice wrogich sobie bloków zastąpiła nowa granica miedzy dwoma zaprzyjaźnionymi krajami. Mimo tych historycznych zmian, obecne stosunki polsko-niemieckie nie są wolne od napiec i problemów, a oficjalnie propagowana współpraca ma zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie pokrótce wybranych problemów z zakresu stosunków polsko-niemieckich, które pojawiły się w ostatnim dziesięcioleciu.

Uznanie granicy
Najważniejszym z problemów była sprawa uznania przez zjednoczone Niemcy granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Do tego czasu granica ustalona była w oparciu o trzy traktaty: zgorzelecki z 1950, warszawski z 1970 i układ o przebiegu granicy w Zatoce Pomorskiej z 1989. RFN twierdziła jednak, że zachodnia granica polski wymagać będzie renegocjacji po zjednoczeniu Niemiec. Podczas wizyty kanclerza Helmuta Kohla w Warszawie w listopadzie 1989 Polacy starali się o zdecydowane uznanie granicy, na co jednak Niemcy zgody nie wyrazili, podkreślając znaczenie dla wzajemnych stosunków układu z 1970. Także dziesięciopunktowy plan Kohla nie zawierał żadnych wzmianek o ostatecznym uregulowaniu problemu. Z drugiej strony Krzysztof Skubiszewski stwierdził, że dyskusja o granicy nie jest potrzebna. Z biegiem czasu jednak Polska wzmogła starania dyplomatyczne o jednoznaczne uznanie granicy. Na forum konferencji „2+4" wręczono 28 kwietnia 1990 projekt dokumentu przewidującego parafowanie wcześniej przygotowanego traktatu przez oba państwa niemieckie i zatwierdzenia go potem przez zjednoczone Niemcy, co właściwie wychodziło naprzeciw postulatom niemieckim. Traktat miał dotyczyć podstaw wzajemnych stosunków, opisywał przebieg granicy (zwłaszcza w jej północnej części), potwierdzał i rozszerzał układ z 1970 o sferę gospodarczą, społeczną, nauki i techniki oraz humanitarna. Niestety strona niemiecka nie zareagowała w ogóle na te propozycję. Swój własny plan w czerwcu tego samego roku przedstawiły też Izba Ludowa NRD i Bundestag. Przebieg granicy miał opierać się na traktacie zgorzeleckim, planowano potwierdzić nienaruszalność granicy oraz podkreślić respektowanie wzajemnej suwerenności i integralności terytorialnej. Plan ten jednak nie spotkał się z zainteresowaniem pozostałych stron. Podkreślano, że jeśli powołuje się on na istniejące umowy, to wskazuje jednocześnie na ich moc wiążącą dla Niemiec. Po co wiec roztrząsać sprawę załatwioną jednoznacznie już poprzednio? Ostatecznie na mocy traktatu z 12 września 1990 ustalono, że potwierdzenie granicy nastąpi w osobnym traktacie po zjednoczeniu, a ratyfikacja dojdzie do skutku wraz z odrębnym traktatem o współpracy dwustronnej. W związku z tym powstały dwa traktaty: o potwierdzeniu istniejącej granicy polsko-niemieckiej z 14 listopada 1990 i dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991. Oba ratyfikowano dopiero w styczniu 1992, co wiązało się z zapisem w traktacie 2+4. Istniejąca granica jest nienaruszalna teraz i w przyszłości, oba państwa zobowiązują się do bezwzględnego poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej drugiego państwa oraz nie zgłaszania żadnych roszczeń terytorialnych. Do traktatu granicznego dołączono listy ministrów spraw zagranicznych, w których uwzględniono odrębne interesy obu stron. Wyłączono z uregulowania sprawy majątkowe i obywatelstwa, przedstawiono życzenie RFN w sprawie osiedlania asie Niemców na stale w Polsce, w tym także tych wysiedlonych po 1945, i polskie stanowisko, że będzie to możliwe w obliczu realnego przystąpienia Polski do Wspólnot Europejskich. Zapisano także informacje na temat zagwarantowania praw mniejszości w obu państwach oraz odnotowano brak zgody Polski na stosowanie podwójnego nazewnictwa na obszarach zamieszkanych przez mniejszość niemiecka. Tym samym sprawa granicy została ostatecznie rozstrzygnięta.

Rozliczanie przeszłości i rozwijanie współpracy
Kolejna kwestia, ciągle jeszcze aktualna, pozostaje problem udzielenia pomocy ofiarom zbrodni nazistowskich. Sprawa ta wzbudzała nadzieje wśród byłych więźniów obozów koncentracyjnych oraz robotników przymusowych. Podpisanie porozumienia razem z traktatem z 1991 roku przyniosło jedynie połowiczne rozwiązanie. Utworzono fundacje, której Niemcy przekazali 500 milionów dolarów do podziału pomiędzy osoby poszkodowane. Przekazana kwota umożliwiała jedynie symboliczna rekompensatę, przez co porozumienie nie wzbudziło uznania ani w Polsce, ani w Niemczech. Niedawno byliśmy świadkami toczącej się na arenie międzynarodowej dyskusji, w której strona była Polska. Chodziło o utworzenie funduszu rekompensacyjnego dla byłych robotników przymusowych. Z jednej strony zasiedli przedstawiciele rządu niemieckiego i firm przemysłowych zatrudniających więźniów w czasie wojny, z drugiej przedstawiciele poszkodowanych państw. Nad przebiegiem negocjacji zawisła groźba pozwów przed amerykańskimi sądami, co spowodowałoby reperkusje wobec działających na tamtym rynku firm niemieckich. Ostatecznie wynegocjowano sumę 10 miliardów marek. Kolejnym problemem, który trzeba było rozwiązać, był rozdział tych środków pomiędzy poszczególne kraje i osoby. Coraz ważniejszym zagadnieniem obustronnych stosunków staja się kontakty gospodarcze. Sprzyja temu bliskość geograficzna i ogromna chłonność rynku zjednoczonych Niemiec. Istnieje jednak ogromna różnica potencjałów pomiędzy oboma krajami, która sprawia, że Polska jest jedynie mało znaczącym partnerem Niemiec, a te z kolei są pierwszym partnerem gospodarczym Polski. Wystarczy zauważyć, że wysyłamy do zachodniego sąsiada 28 proc. naszego eksportu, podczas gdy Niemcy do nas jedynie 2 proc. swojego. Niemcy są także, z sumą ponad 2 miliardów dolarów, drugim po USA inwestorem gospodarczym w Polsce. Ta asymetria wskazuje na znaczne uzależnienie Polski od rynku niemieckiego i ewentualną możliwość nacisku politycznego pod groźba zawężenia wymiany handlowej. W trakcie naszych przygotowań do rozpoczęcia negocjacji ze Wspólnotami Europejskimi i NATO pojawiły się postulaty, aby Polska zakupiła w Niemczech produkty przemysłu lotniczego i kolejowego. Wraz z kontaktami gospodarczymi pojawia się tez problem zadłużenia. Niemcy posiadają ponad 16 proc. polskich wierzytelności, z czego 2/3 to pożyczki rządowe. W 1992 zredukowały one jednak nasz dług o połowę, co dało łącznie kwotę 4,5 miliardów marek. Dodatkowo Polska otrzymała 2 miliardy DM pomocy kapitałowej. Nieuregulowana pozostaje sprawa ujemnego dla Polski salda rublowego z byłym NRD, które wynosi 850 milionów rubli transferowych. Z kontaktami z byłym NRD wiąże się też kwestia nierównomierności handlu z poszczególnymi landami niemieckimi. Zerwane zostały właściwie kontakty z partnerami gospodarczymi wypracowane w latach PRL, wiele przedsięwzięć trzeba rozwijać zupełnie od nowa, borykając się z licznymi przeszkodami. Jedna z przeszkód jest chociażby ograniczanie legalnie zatrudnianych Polaków w Niemczech. Problemy stwarzają oczywiście też robotnicy nielegalni tworzący szarą strefę. Istnieje ona jednak również w Polsce, co związane jest ze zjawiskiem handlu przygranicznego. Ocenia się, że zakupy dokonywane przez Niemców w strefie przygranicznej przynoszą Polakom około miliarda dolarów, pozostających najczęściej poza oficjalnymi statystykami skarbowymi. Według niektórych obliczeń Polska osiągnie, przy wielu sprzyjających czynnikach (m.in. wzrost PKB o 5 proc. Rocznie), obecny poziom rozwoju gospodarczego Niemiec dopiero za 30 lat. W tej sytuacji jakakolwiek zmiana istniejących asymetrii wydaje się mało realna, a wzajemne znaczenie obu partnerów z góry przesadzone.

Mniejszości narodowe i migracje
Wraz z problemami gospodarczymi lub obok nich pojawiły się problemy społeczne. Szczególnie w Niemczech po zjednoczeniu dały się zauważyć tendencje nacjonalistyczne, przede wszystkim we wschodnich landach. Wyrazem tego była narastająca przemoc wobec cudzoziemców, wśród których znajdowali się tez polscy kierowcy czy studenci. Wzrost kontaktów stworzył szereg nowych problemów. Przykładem tego mogą być euro regiony. Istniejące trudności komunikacyjne, nieporozumienia kompetencyjne władz i ograniczone kontakty społeczne wzbudzają niepewność i brak zaufania. We wzajemnym postrzeganiu ciągle jeszcze przeważają stereotypy. Pomimo, że jak pisze M. Stolarczyk, „pojednanie polsko- niemieckie na poziomie rządów, elit politycznych i intelektualnych jest już faktem dokonanym", w szerszych kręgach społecznych ciągle jeszcze pokutuje obraz „polnische Wirtschaft" czy niemieckiego imperializmu. Głównym powodem trosk w stosunkach dwustronnych były jednak kwestie mniejszości i azylantów. Istnienie mniejszości niemieckiej w Polsce było do 1989 marginalizowane przez władze polskie ze względów ideologicznych. Od tego czasu poświęca się jej zdecydowanie więcej miejsca. Uznano prawo mniejszości do samostanowienia, zalegalizowano jej koła i towarzystwa kulturalne. Należy podkreślić, że ochrona prawna dotyczy jedynie indywidualnych członków mniejszości, a nie zbiorowości jako takiej. Według Polaków na naszym terytorium żyje około 300-400 tysięcy Niemców, ci ostatni podwyższają te liczbę do 800 tysięcy, a nawet miliona. Wynika to że stosowania kryterium tzw. Niemca etnicznego zawartego w artykule 116 niemieckiej Ustawy zasadniczej, które określa ona, że Niemcem jest każdy zamieszkujący tereny Rzeszy sprzed 31 grudnia 1937. Niemcy uważają, że jest to ludność, której przysługuje opieka prawna RFN, która może otrzymać niemiecki paszport, dowody tożsamości, etc. W przyszłości może to doprowadzić do poważnych konfliktów na tle lojalności państwowej. Lojalność jednak, co należy podkreślić, obowiązuje bezwzględnie obie narodowości wobec władz miejsca zamieszkania. Polska żądała, aby powyższy artykuł znieść po zjednoczeniu Niemiec, ale nie przyniosło to rezultatu. Rozwiązanie sporu zależy od powściągliwości i wyrozumiałości obu rządów. Osobną kwestią jest zachowanie się mniejszości niemieckiej i jej kierownictwa, które w przeszłości często podważało postanowienia traktatów i kwestionowało lojalność wobec Polski. Miało to wyraz w budowie nielegalnych pomników dla żołnierzy niemieckich, samowolnym wprowadzaniu podwójnych nazw topograficznych na zamieszkanych przez mniejszość terenach oraz uleganiu wpływom politycznym Związku Wypędzonych. Ziomkowie kwestionują oderwanie ziem na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej i przyłączenie ich do Polski. Opowiadają się za zmianą na drodze pokojowej przebiegu granicy, wywierają tez nacisk na rząd RFN, by blokował przyjęcie Polski do Unii Europejskiej przed uregulowaniem spraw majątkowych wypędzonych. Mniejszość otrzymuje tez z RFN pomoc finansową w wysokości ok. 20 milionów marek przekazywaną za pośrednictwem Związku Wypędzonych, wyspecjalizowanych fundacji i osób prywatnych, co sprzyja możliwości nacisków. Niezależnie od tego, na co pomoc jest wydatkowana (działalność kulturalna, oświatowa i organizacyjna), Związek Wypędzonych stara się umocnić swoje wpływy wśród mniejszości. Polacy w RFN, w przeciwieństwie do dobrze zorganizowanej mniejszości niemieckiej w Polsce, żyją w rozproszeniu i nie posiadają statusu mniejszości. Ich liczb szacuje się na 220 tysięcy - osób posiadających niemieckie obywatelstwo lub prawo stałego pobytu. Pomimo prób zorganizowania się (Kongres Polaków w Niemczech) działania te nie przynoszą żadnych rezultatów. Zadania wprowadzenia nauki języka polskiego do szkól, dostępu do mediów czy reprezentacji politycznej nie powiodła się. Polakom nie nadano statusu mniejszości, jaką posiadają chociażby Duńczycy, i odmówiono przyznania pewnej ich kategorii podwójnego obywatelstwa. Stworzono jednak możliwość uzyskania pomocy finansowej z przeznaczeniem na działalność kulturalną. Należy zaznaczyć, że poprawa stosunków polsko-niemieckich wpłynęła pozytywnie na pozycje Polaków w Niemczech, gdzie powoli zmienia się stereotypowy obraz Polaka. Zgodnie z układem z 17 czerwca 1991 kwestie położenia mniejszości w obu państwach miały być regulowane według Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych, stanowiska KBWE i konwencji Rady Europy o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950. Znalazło to realne odzwierciedlenie w zapisach artykułów 20-22 wspomnianego układu, gwarantujących „prawo swobodnego wyrażania, zachowania i rozwijania swej tożsamości etnicznej, kulturalnej, językowej i religijnej, [...], do korzystania z praw człowieka i podstawowych wolności". Zaznaczono jednak, że „każda osoba [należąca do jednej z tych grup - przyp. M.G.] jest odpowiednio do powyższych postanowień zobowiązana, jak każdy obywatel, lojalnie postępować wobec odnośnego państwa, kierując się obowiązkami wynikającymi z ustawodawstwa tego państwa". Od pewnego czasu sprawa mniejszości niemieckiej i ziomkostwa przycichła, choć głośniej o niej było w związku z wyborami parlamentarnymi w Niemczech w 1998. Należy się spodziewać, że przy podobnych okazjach będzie ona znowu nagłaśniana w celach zdobycia poparcia elektoratu, szczególnie przez koalicje CDU-CSU. Do problemów społecznych można tez z pewnością zaliczyć kwestie azylantów, czyli najczęściej osób pochodzących z krajów trzecich, pragnących nielegalnie przedostać się na stronę niemiecka przez polska granice. Szacuje się, że w 1992 dokonało tego ok. 450 tysięcy osób. Niemcy domagali się ograniczenia ich napływu, uszczelnienia granic i odsyłania ich do krajów pochodzenia. Polska miała też przyjmować na powrót tych wszystkich, którzy już znajdowali się w Niemczech, jako strona traktatu z Schengen, do którego przystąpiła 29 marca 1991. Oczywiście stanowiło to poważne zagrożenie dla Polski, która nie posiadała odpowiednich warunków, środków finansowych, infrastruktury oraz możliwości readmisji azylantów do krajów pochodzenia. W związku z tym zawarto 7 maja 1993 polsko-niemiecka umowę o readmisji, która przewiduje ustalanie na każdy rok kontyngentu azylantów, których Polska będzie w stanie przyjąć, przyznanie nam pomocy finansowej w celu przygotowania odpowiedniej infrastruktury, ulepszenia umocnień granicznych oraz opracowania przepisów prawnych. W związku z obowiązującą umową istnieje ryzyko, że nasilenie się migracji może spowodować spore perturbacje i komplikacje wewnętrzne w Polsce, która pomimo przyznanych jej środków nie jest jeszcze dostatecznie przygotowana na napływ tak znacznych ilości obcokrajowców

Podsumowując, należy stwierdzić, że po raz pierwszy w historii stosunków polsko- niemieckich istnieje tak dobra i przyjazna atmosfera sąsiedztwa i współpracy. Nie jest ona wolna od problemów, co miała wykazać niniejsza praca, ale rozwija się w pożądanym przez obie strony kierunku. Wielka różnica potencjałów obu krajów w odmienny sposób kształtuje charakter kontaktów dwustronnych, jednak Niemcy w pełni dostrzegają znaczenie Polski w tej części Europy i poważnie wspierają nasze dążenia do integracji ze Wspólnotami Europejskimi tak, jak poprzednio czyniły w sprawie NATO. Kwestie te uzyskały poparcie wszystkich sił politycznych w Niemczech, a pojawiające się czasami głosy przeciwne należą do zdecydowanej mniejszości. Sprzyja temu też pogłębienie współpracy politycznej na wielu szczeblach, żeby wspomnieć jedynie spotkania prezydentów, ministrów spraw zagranicznych (o charakterze półprywatnym), współprace międzyresortową oraz poszczególnych landów i województw.

Bibliografia:
W pracy wykorzystano komunikaty z badań CBOS „Świat wokół nas" z lat 1991-1997 oraz badań „Aktualne problemy i wydarzenia" z lat 1998 i 1999. P. Bender, Die Bedingungen Fuer gute deutsch- polnische Nachbarschaft, „Rocznik polsko - niemiecki" 1993. E. Cziomer, Nowe uwarunkowania i problemy stosunków polsko- niemieckich, „Rocznik polsko- niemiecki" 1993. J. Kukułka, Traktaty sąsiedzkie Polski odrodzonej, Wrocław 1998. U. Pallasz, Stosunki z Niemcami, „Rocznik Polskiej Polityki Zagranicznej" 1998. M.Stolarczyk, Istota nowego etapu w rozwoju stosunków polsko- niemieckich, w: B. Lominski, M. Stolarczyk, Polska i jej sąsiedzi w latach dziewięćdziesiątych. Polityczne i ekonomiczne aspekty współpracy i integracji, Katowice 1998. PRZYPISY 1.M. Stolarczyk, Istota nowego etapu w rozwoju stosunków polsko- niemieckich po 1989, w: B. Lominski, M. Stolarczyk, Polska i jej sąsiedzi w latach dziewięćdziesiątych. Polityczne i ekonomiczne aspekty współpracy i integracji, Katowice 1998 s. 124. 2.J. Kukułka, Traktaty sąsiedzkie Polski odrodzonej, Wrocław 1998, s. 207- 209.
Box reklamowy - zainteresowany?
Dodaj ściąge »

Komentarze

ja 07 listopada 2011, z IP: 87.105.214.54     Zgłoś komentarz do skasowania
"Odbudowa kraju napotykała różne trudności i przeszkody" - jakie? niewyjaśnione. To jeden z
przykładów tej ogólnikowej pracy. Wskazówka: na przyszłość skup się autorko na konkretach.
Jagustyna 02 marca 2009, z IP: 77.254.238.217     Zgłoś komentarz do skasowania
Praca zawiera dużo informacji ale nie posiada wszystkich najwazniejszych wydarzeń.Jest bardzo obszerna
powiedziałabym z badań jakie Polacy darzyli naród niemiecki.oceniam na 4.
Użytkownik publikuje komentarze i opinie wyłącznie na własną odpowiedzialność. Właściciel Serwisu nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez użytkowników na łamach Serwisu.
Czas generowania strony: 0.0723 sekund.